sobota, 25 czerwca 2016

4.2 - Ku Przeznaczeniu


  Gdy schodziłam na dół zastanawiałam się co mi ma do wyznania Sarah. Trochę mnie to zaniepokoiło. Miałam dziwne wrażenie że wydarzy się coś,niepokojącego związanego z moją kuzynką - Ale skąd u mnie takie przypuszczenia? Nie wiem na te pytanie nie umiałam sobie odpowiedzieć. Przez okno ujrzałam promienie słoneczne zapowiadającą ładną pogodę. Przeszłam drzwiami prowadzącymi na nasz taras. Od razu przywitał mnie, jesienny wiaterek który muskał, wesoło moje policzki. Sarah siedziała na wiklinowym fotelu zamyślona. Zaczęłam się trochę o nią martwić nigdy się tak nie zachowywała. Była nieśmiała cicha tak, ale też zawsze pogodna i mająca uśmiech dla każdego.

- Może to ma jakiś związek z tym co ma ci do powiedzenia ?– oznajmił mi mój duszek .

- Pewnie tak - odpowiedziałam mu w myślach.

Długie blond włosy, zazwyczaj rozpuszczone, dziś miała zaplatane w francuski warkocz. Podeszłam do niej z uśmiechem na ustach. Sarah wyczuwając moją obecność,odwróciła twarz w moja stronę ale, to co zobaczyłam tego nie sposób było opisać. Z moich ust wydobył się tylko niemy krzyk przerażenia. Spojrzenie Sarah było puste, zamglone oczy pokryły jej niebieską barwę tęczówek. Jak by tego było mało płakała krwawymi łzami.
Wstała z fotela patrząc na mnie tym swoim pustym wzrokiem, poczułam się nieswojo. Zdezorientowana całą ta sytuacją podeszłam do Sarah położyłam,dłoń na jej ramieniu.

- Sarah co ci się stało ? - Tylko tyle zdołałam powiedzieć, do moich oczów cisnęły się łzy. A w gardle jakbym miała utkwioną cząstkę jabłka która utrudniała mi mówienie.

   Sarah tylko strąciła moja dłoń, że swojego ramienia. Podniosła swoją rękę w geście który, miał oznaczać nie zbliżaj się do mnie. Poczułam gwałtowny podmuch wiatru, który zwalił mnie z nóg. Upadłam na deski, nie mogąc pojąć co w nią wstąpiło. Wiatr przybierał na sile. Spojrzałam na Sarah zaczęła się unosić, tak jak ptak szykujący się do swojego lotu. Poczułam niesamowite, pieczenie w gardle jakbym miała rozżarzone węgle. Postanowiłam poszukać jakieś podpory, aby się uchronić przed szalejącym wiatrem. Zobaczyłam nie daleko tarasu rosnącego młodego dęba, postanowiłam to wykorzystać. Wyobraziłam sobie jakby to było gdyby gałęzie dęba zaczęłyby oplatać, moje ciało. Dwie gałęzie dębu zaczęły się delikatnie ,wydłużać i kierować w moją stronę. Oplatając mnie delikatnie w pasie. Jakby tego było mało lekko mnie uniosły, i zaczęły przyciągać do konara dębu, aby później, przywiązać mnie wokół drzewa. Musiało wyglądać to trochę dziwnie, ja przywiązana gałęźmi wokół drzewa, a Sarah lewitująca 4 metry nad ziemią. Gdy zapewniłam sobie bezpieczna podporę, postanowiłam zająć się kuzynką. Wiatr przybierał na sile tak, że aż meble ogrodowe znalazły się poza tarasem i lewitowały razem z Sarah. Usłyszałam czyjeś krzyki spojrzałam w stronę owych głosów, to Deborach i Regina stały w progu przerażone tym co zobaczyły, trzymające się futryny od drzwi prowadzących na taras. Spojrzałam na Sarah , spanikowałam nie wiedząc jak mogę jej pomóc. 
 Ale wiedziałam tylko jedno że jak jej nie powstrzymamy rozpęta się prawdziwe piekło. Musiałam zapewnić jakąś, stabilniejszą podporę dla babci i Reginy. Schyliłam się i położyłam swoja dłoń na ziemi. Zamknęłam oczy i automatycznie na swojej dłoni poczułam, rozkoszne mrowienie jakby ziemia się ze mną witała, mimowolne się uśmiechnęłam. W swoich myślach przekazałam, jej aby zapewniły moim bliskim podporę przed szalejącym wiatrem. Nagle przed Reginą i Deborach urosły z ziemi dwa solidne ale niezbyt, grube korzenie. Regina i Deborah objęły swoje prowizoryczne podpory posyłając w moja stronę uspokajający uśmiech. Na ich ustach widziałam uśmiech ale w oczach przerażanie. Sarah wyglądała strasznie jej, krwawe łzy spływały po policzkach, aby później poplamić jej ulubiony siwo – niebieski dres, czerwonymi kroplami. Niektóre kosmyki blond włosów wymknęły się z warkocza, które wyglądały tak jak małe wstążki łopocząca na wietrzę. Wykrzyknęłam z całych sił imię kuzynki jakby to cokolwiek miało pomóc. Sarah spojrzała na mnie tymi swoimi, zamglonymi ocznymi jej sine usta ułożyły się, na kształt smutnego uśmiechu. Jakby była świadoma tego co się wokół niej dzieje. Popatrzałam w stronę Reginy w nadziei, że to ona znajdzie rozwiązanie jak pomóc Sarah, lecz ona kiwnęła tylko w stronę mojej babci. Popatrzyłam w stronę Deborach a ona uśmiechnęła się , dając mi znak że wszystko, będzie dobrze i ona wie co ma zrobić.
 Odetchnęłam z ulgą wiedziałam,że od tej chwili mogę być już spokojna. Pozwoliłam sobie na przymknięcie swoich powiek , oraz uporządkowanie wszystkiego w swojej głowie. Usłyszałam dobrze znaną mi mi melodie. Otworzyłam oczy to Deborah stała już się nie opierając o korzeń, ale stojąca prosto oczy zamknięte ręce miała skierowane ku górze. Pamiętam ta melodię babcia nuciła nam ją jak byłyśmy z Sarah małe i nie mogłyśmy z zasnąć. Wsłuchując się w tę melodie zamknęłam, oczy i zaczęłam instynktownie ja nucić. Nie zauważając tego że wiatr w pewnym stopniu zaczął się uspokajać. Uniosłam swoje powieki pierwsze co zobaczyłam to, nieprzytomną Sarah lekko odpadającą w stronę wyciągniętych rąk Deborach. Wszystko wróciło na swoje miejsce, jakby ta sytuacja nigdy się nie zdarzyła. Podbiegłam szybko do babci i skulonej kuzynki w ramionach Deborach. Na bladej cerze Sarah powróciły rumieńce sine usta, odzyskały swój naturalny kolor. Sarah zaczęła się wiercić w babci ramionach , ale i też zaczęła miarowo oddychać. Poczułam się zmęczona moje ciało było, jak szmaciana lalka zależna od swojej właścicielki. Przymknęłam powieki aby oddalić się do krainy Morfeusza, jedyne co jeszcze ujrzałam to podbiegająca do mnie Reginę.







_________________________________________________________________________________
Hejka:D
i tym zdaniem zakończyłam rozdział czwarty,  mam nadzieje że się chociaż trochę spodobał:D
W rozdziale piątym dowiecie się o dziwnym zachowani Sarach. A i za wszystkie błędy przepraszam.
Pozdrawia Choi Hyu Sun:D