niedziela, 27 sierpnia 2017

4.1 - Odpowiedzi i jeszcze jedna tajemnica.

Regina poruszyła się niespokojnie jakby zastanawiała się. Od czego ma zacząć swoja opowieść W końcu ja też się trochę denerwowałam, tym co od niej usłyszę z Sarach. Czy dzisiaj poznamy prawdę o naszym przeznaczeniu? Spojrzałam w stronę kuzynki gdzie na jej twarzy nie dostrzegłam żadnych emocji.Babcia siedziała i popijając kawę nie odzywając się. W kuchni zapanowała martwa cisza, tak jak by ktoś rzucił na ten dom zaklęcie. Ja i Sarach oczekiwaliśmy w napięciu na to co ma nam powiedzieć cyganka. Regina wziąwszy łyk kawy spojrzała się na mnie swoimi brązowymi oczami.Tak że aż poczułam na swoim ciele delikatne mrowienie . Sarach kichnęła zakłócając swoim zachowaniem niezmąconą cisze.Regin odwróciła ode mnie swoje spojrzenie i zaczęła opowiadać.
- To zdarzyło się w siedemnastym wieku kiedy w Salem miały miejsce procesy czarownic. – Spojrzała się w naszą stronę aby się upewnić czy jej uważnie słuchamy, a po upewnieniu się że tak wróciła do kontynuacji przerwanej historii.
- Czterech potężnych czarodziejów w obawie o swoje rodziny postanowiło opuścić Salem. Aby zapewnić bezpieczny byt swoim rodzinom - powiedziała łagodnie Regina. Na jej łagodnej twarzy ujrzałam smutny uśmiech.
- Kim byli ci potężni czarodzieje? I jak się im udało uciec niepostrzeżenie z Salem? – spytała Sarah , spojrzała na Reginę nic z tego nie rozumiejąc.
- Marcus Denvers, Samuel Simms, Rafael Parry i Sebastian Garwin bo o nich tu mowa, zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji. Postanowili chronić swoje żony i nienarodzone dzieci. Zwróćcie uwagę na to że w Salem głównie podejrzewano o uprawianie magi kobiety, zdarzały się przypadki że też mężczyźni, wykazywali magiczne zdolności, ale to była naprawdę rzadkość– oznajmiła Regina.
Czarownicy wędrowali dzień i noc w poszukiwaniu kryjówki i schronienia gdzie ich żony mogły powić synów i przedłużyć linie ich rodu - dodała cyganka.
- Więc jeśli dobrze zrozumiałam to Denvers, Simms, Parry i Garwin byli jedynymi czarownikami w siedemnastym wieku. Którzy uprawiali magie to dlaczego czego uciekli. Przecież to głównie kobiety osądzano i palono na stosie o uprawianie czarów – wtrąciłam się
- Tak lecz ludzie tego nie wiedzieli że to oni a nie ich żony mają coś wspólnego z magią – wyjaśniła Regina, rzuciwszy karcące spojrzenie w moją stronę. - W obawie o bezpieczeństwo swoich żon Marcus Denvers i pozostała trójka, postanowiła uciec z Salem. Wędrowali dzień i noc, z małymi przerwami na odpoczynek – kontynuowała swoją opowieść cyganka – nie chcieli ryzykować bezpieczeństwa swoich nie narodzonych potomków. W końcu po długich wyczerpujących wędrówkach, dotarli do niewielkiej osady o małej społeczności Mines. Sarah jak zaczarowana patrzyła na cygankę słuchając jej opowieści. Ja natomiast zastanawiałam się, ile jeszcze musieli przejść aby ochronić to co im drogie. Wzięłam łyk już zimnej kawy, nawet zimna smakowała  wybornie. Tylko moja babcia tak potrafi – uśmiechnęłam się pod nosem. A Regina kontynuowała dalej.
- Jednak ta osada nie była pozostawiona samej sobie. Władze w tej osadzie sprawował były inkwizytor Asmiriusz. Który też potrafił się posługiwać, w niewielkim stopniu magią. Został oddelegowany z zakonu do,sprawowania pieczy nad osadą. Asmiriusz zlitował się nad czarodziejami i pozwolił się im osiedlić .Jednak Asmirusz między czarodziejami, postanowił założyć pakt. Który miał na celu zachowanie tajemnicy, o tym ze były inkwizytor ma talent magiczny. A czarownicy mieliby zapewnione bezpieczeństwo i byt dla swoich rodzin. Regina się uśmiechnęła. I tak oto powstał pakt Ciszy -zakończyła swój monolog Regina
- Czyli ten pakt miał na celu zapewnienie Asmiruszowi i czarodziejom bezpieczeństwa – wtrąciła się Sarah – Czyli znaczy się ze obydwie strony miały z tego układu korzyści. Asmirusz nie zostanie posądzony o czary i nie zostanie wygnany z funkcji jaką pełnił w osadzie. A rodzinny czarodziejów będą żyli, bez obaw ze zostaną wydani i spaleni na stosie - Sarah uśmiechnęła się jak by odkryła Amerykę, po czym spojrzała na Reginę. Cyganka odwzajemniła uśmiech, po czym zaczęła opowiadać dalej .
- Asmirusz z czterema czarodziejami założył pakt o nazwie Cisza. Powołali się na boginie. Matki wszystkich czarodziejów i czarownic oraz istot magicznych Etenite i Niobini. Czarownicy zobowiązali się chronić osadę i mieszkańców. Asmirusz w zamian miał służyć radą dla czarodziejów.Z bliższym poznaniem historii czarowników. Mogę powiedzieć ze coraz bardziej ich rozumiem. Uciekli z miasta czarownic jakim było Salem ponieważ bali się o swoich najbliższych. Chcieli uczestniczyć w życiu swoich pociech. Patrzeć jak rosną, stawiają pierwsze kroki oraz wypowiadają słowo mama lub tata. Jeszcze jedno mnie zastanawiało skąd ona znała całą tą historie? Czułam jak mój mózg pracował na pełnych obrotach. Niby wszystko ładnie pięknie opowiedziane.Na niektóre pytania są odpowiedzi ale jeszcze parę elementów zostało do poukładania. Z rozmyślań powróciłam do rzeczywistości w chwili gdy Sarach zadawała kolejne pytanie. Jej twarz wyrażała pełne skupienie, widać że cała historia ja zaintrygowała.Mnie zastanawiało tylko jedno.Skąd Regina znała całą historie, osiedlenia się potężnych czarodziei w Mines.
- Skąd znasz całą tą całą historię osiedlenia się czarodziei? - wtrąciłam się do rozmowy. Wtedy Regina spojrzała się, na Deborach jak by się wahała z odpowiedzią. Deborach skinęła nieznacznie na znak zgody, aby Regina mogła kontynuować dalej.
-No więc moja przodkini Anastazja Blacker była żoną Alberta Asmirusza. - Przyjaciółką  Morgany, Lilith, Silvy i Victorii  tak brzmiały imiona żon czarowników - wyjaśniła Cyganka.
- Och…- powiedziała zaskoczona Sarah
No nie powiem zaskoczyło mnie to. Takiej odpowiedzi to się nie spodziewałam, popatrzyłam to na babcie to na Reginę. Obie miały nie pewne miny,teraz w mojej głowie powstał jeszcze większy bałagan. Więc podsumowując znamy historie, wielkiej czwórki. Teraz zostało jedne pytanie. Jak przodkini Reginy została żona byłego inkwizytora? Bo jak wiadomo inkwizytorzy nie mogli posiadać żon,a tym bardziej zakładać rodzin.
- Ale jakim cudem ! - krzyknęła Sarah, skutkiem czego w domu powstał lekki huragan. Kartki poukładane na blacie zaczęły fruwać. Moje kosmyki włosów lekko się uniosły.Każdy kosmyk włosów w inną stronę. Fakt naszym głównym problemem, jest to że nie kontrolujemy naszych mocy do końca. I same robią nam figla skutkiem czego, postanawiają się czasem ujawnić.
Nagle do rozmowy włączyła się babcia spojrzała na Sarah uspokająco.
- Skarbie uspokuj się, bo zaraz zrobisz bałagan w kuchni, a nie tak dawno ją posprztałam – skarciła wnuczkę.
- Ale babciu - sarah spojrzała na naszą babcie
- Żadnych babcu, nie chce słyszeć żadnych sprzeciwów - babcia śmiechneła się ciepło – Na razie może zrobimy sobie przerwe, i wrócimy do naszych rozmów pożniej. Ochłoniecie trochę o czym teraz uslyszeliście. A my w tym czasie rozgościmy się w pokojach gościnych. I przygotujemy obiad a po nim wrócimy dalszej części historii – zakomunikowała Deborach.
Spojrzałam na zegar ścienny,na tarczy wybiła jedenasta. Spędziliśmy na słuchaniu tego co cyganka opowiadała bite cztery godziny. Babcia ma racje i tak dużo Sarah się dowiedzieliśmy. Ale tez do tego doszły nowe pytania, które wymagały odpowiedzi westchnełam w duchu i spojrzałam na kuzynkę. Po zaciętej mine Sarah stwierdziłam że jest nie zadowolona, postanowiłam interweniować. Wstałam z krzesła i szturchłam ja w ramię. Odwróciła się w moją stronę z pochmurną miną.
- Chodź pozwólmy babci i Reginie się rozpakować – A my w tym czasie, pójdziemy na spacer. Do lasku koło domu nie mieliśmy, jeszcze okazji go pozwiedzać. A jest taka fajna pogoda , spójrz na okno słońce świeci, - kusiłam ją  - Ale rzeczywiście trzeba wykorzystać ostatnie dni wolności. W końcu za cztery dni zaczynam studia - westchnęła teatralnie, wstając od stołu. - Idę i się przebrać z piżamy, i możemy iść - Skierowała się w stronę swojej sypialni,a ja kierowałam się do swojej
          - Za piętnaście minut widzimy się na dole - krzyknęłam do niej
         - Okej za piętnaście minut – odkrzyknęła, i puściła mi oczko
        Uśmiechnęłam się pod nosem, Woda i powietrze nie dziwie się że te żywioły ją wybrały. Niby           nie przewidywalne ale kto tak naprawdę odgadnie ich naturę. Podobnie jest z Sarah niby                  spokojna. Ale kto wie co się stanie jak się ją zdenerwuje. Chociaż tyle ją znam a nigdy, tak        naprawdę nie  zastałam jej w takiej sytuacji. Już miałam wchodzić na pierwszy stopień schodów. Gdy w oddali  usłyszałam głos babci.
- Miranda – odwróciłam się w strone siedzacych jeszcze na krzesłach babci i Reginy.
- Tak - Spojrzałam na nie obdarzając je uśmiechem.
- Dziękuje – obdarzyła mnie swoim najładniejszym uśmiechem. Regina w tym czasie wstała z krzesła , podchodząc do swojej walizki.
- Nie ma za co – uśmiechnęłam się i puściłam do babci oczko. I umknęłam szybko w stronę swojej sypialni. Za sobą jeszcze usłyszałam śmiech babci i westchnienie Reginy.
- Nie ma co, jakie żywioły takie właścicielki – usłyszałam gloś cyganki.
Uśmiechnęłam się pod nosem na to podsumowanie. Zamykając za sobą drzwi od sypialni.Udałam się do łazienki z zamiarem ubrania się w ciuchy. Które przygotowałam sobie wczoraj wieczorem.